Dział prozy lipcowej

Tęcza Indygo Kolor Wyklęty

A więc nadszedł lipiec. Lipiec to miesiąc niewłaściwy. Rok temu jakieś opowiadanie zostało opublikowane w lipcu, a przecież gdyby stało się to w czerwcu, byłoby OK. Ale niestety lipiec. Lipiec rezonował. Czerwiec nikomu by nie przeszkadzał. Nikt by nie zwracał uwagi. A tak niestety tekst zrobił się głośny. Zgroza.

Ach czemuż nie rozumieli tego dawni artyści…

Czemuż ten Herbert napisał “Raport z oblężonego miasta” tak szybko, przecież to mogło się kojarzyć.

Dlaczegóż Kaczmarski śpiewał Obławę, Zbroję, Mury, Źródło w tak nieodpowiednim czasie. Przecież ludzie na ulicach widzieli obławy, zbroje, mury i źródła… To mogło kogoś urazić.

Człowiek z Żelaza ? Cóż za niesmaczna dosłowność.

Ach ten Bareja… Przaśnie dosłowny i bezpośredni. Wszystko takie pospieszne i doraźne…

Czy Pałacyk Michla musiał powstać w sierpniu 44 ? To mogło zdenerwować Niemców.

Baczyński i Gajcy nie mogli parę lat się wstrzymać? Po wojnie ich wiersze byłyby mniej bolesne.

Czechowicz z tym swoim katastrofizmem…, mógł się wstrzymać, może nie wywołałby wojny.

Wnuk – Lipiński? Zajdel ? Szulkin ? Kaman! Co to za fantastyka, którą mogę sobie obejrzeć przez własne okno.

No i ten cholerny Mickiewicz…

LITERAT I
Takich dziejów słuchają, lecz kto je przeczyta?
I proszę, jak opiewać spółczesne wypadki;
Zamiast mitologiji są naoczne świadki.
Potem, jest to wyraźny, święty przepis sztuki,
Że należy poetom czekać – aż – aż –

JEDEN Z MŁODZIEZY
Póki? –
Wieleż lat czekać trzeba, nim się przedmiot świeży
Jak figa ucukruje, jak tytuń uleży?

LITERAT I
Nie ma wyraźnych reguł.

LITERAT II
Ze sto lat.

LITERAT I
To mało!

LITERAT III
Tysiąc, parę tysięcy –

LITERAT IV
A mnie by się zdało,
Że to wcale nie szkodzi, że przedmiot jest nowy;
Szkoda tylko, że nie jest polski, narodowy.