Dlaczego postępowi nie cierpią Lema cz. 2

Lem Karate Kid

A może progresywnej młodzieży nie podobają się pewne wizje społeczne jakie portretował nasz fantastyczno-naukowy wieszcz.

Wieźmy taki „Eden”. Autor napisał go w wieku 37 lat. A więc „podeszły” wiek go już istotnie dyskryminował. W książce tej po wielu perypetiach  – naukowcy, dzielni rozbitkowie na odleglej planecie – nawiązują kontakt z jednym z przedstawicieli obcej cywilizacji ochrzczonej przez nich „dubeltami”.  No i nasz dubelt (nie mniej dzielny, niż zaradni synowie Adama) opowiada co nieco o specyficznych warunkach społecznych panujących na planecie.

Scena rozmowy Ziemian z Edenianinem aka Dubeltem jest piękna, zawiła. Polecam. Ale tylko ją tutaj streszczę. Jak ktoś przez 62 lata nie zdążył jeszcze przeczytać, to niech nie żywi pretensji o spojlery.

Otóż na Edenie panuje przedziwny rodzaj władzy. Sto lat temu rządy sprawował byt na kształt rządu (senatu?). Potem władały jednostki (monarchowie?). Po „serii” nagłych zgonów tych jednostek-monarchów nastał okres, w którym nikt nie rządzi, a zasadniczo nie wiadomo kto rządzi. Oficjalnie nie rządzi nikt (czyli władzę zapewne dzierży „ręka dubeltowego ludu”). A każdy, kto twierdzi że jednak ktoś rządzi, zostaje odosobniony w pewnych „grupach sterownych”, gdzie po „niewielkiej liczbie obrotów planetarnych” następuje śmierć tego „obywatela”.

No i ta władza, „której nie ma”, podjęła się pewnego rodzaju eksperymentu uszczęśliwiającego społeczeństwo. Cytuję:

blisko pięćdziesiąt lat temu został u nich wprowadzony plan rekonstrukcji biologicznej. Przebudowy cielesnych funkcji – może także kształtów – to ciemna historia. Całą niemal ludność planety w ciągu szeregu lat poddano serii zabiegów. Chodziło, jak się  zdaje o przebudowę nie tyle pokolenia żyjącego, co następnych, przez sterowane mutacje komórek rozrodczych. […] Konsekwencje były takie, że na świat poczęły przychodzić osobniki bezokie albo ze zmienną liczbą oczu, niezdolne do życia, spotworniałe, beznose, także znaczna liczba niedorozwiniętych psychicznie. […] dziesiątki tysięcy mutantów […] tragiczne plony tego eksperymentu zbierają jeszcze dzisiaj.

A dalej:

obecnie zaprzecza się istnieniu tego planu, jak gdyby w ogóle go nie było, a mutacje są rzekomo rodzajem choroby. W rzeczywistości plan został wprowadzony w życie, a potem zarzucili go (ta rzekomo nieistniejąca władza), nie przyznając się przed zbiorowością do klęski

Dodatkowo na tej planecie

„studiowanie teorii informacji jest zakazane”. Zakazane też jest prowadzenie badań z zakresu chemii jądrowej.

Nie wiem. Czasem książki są odzwierciedleniem czegoś rzeczywistego. Może to się komuś z czymś źle kojarzy…

Redaktor Forlong Gruby