Największy wynalazek Lema

Lem Kremówka Megabitowa

Właśnie teraz mamy 100-lecie urodzin Stanisława Lema.

Miasta, ministerstwa, instytucje, biblioteki , czasopisma, wydziały prześcigają się w upamiętnianiu naszego kochanego prozaika. Wszystkich przebija miasto „rodzinne” Kraków. Festiwal „Bomba megabitowa”. “Kongres Futurologiczny”. “Planeta Lema”. Moc atrakcji.

Nie zmienia to faktu że tracimy go z oczu.

Z Lemem pisarzem, jak z Papieżem Polakiem. Jak wszyscy doskonale wiedzą, najbardziej dobitnym osiągnieciem naszego rodaka na tronie Stolicy Apostolskiej było to, że to „po maturze chodził na kremówki do cukierni”.

Tak samo z Lemem, który wielkim pisarzem był. I w tym tkwi największy kłopot intelektualistów zmuszonych wypowiadać się o myślach Trurlowego ojca. Na odbywającym się Kongresie Futurologicznym – oby jak najwięcej bystrzachów umiało coś ciekawego powiedzieć. Ale oprócz zaproszonych Nowaka, Huberatha, Protasiuka, Kosika (jak Cetnarowski dopuści ich do głosu) – to nie wiem czy znajdzie się wielu, którzy są jego fascynatami z krwi i kości.

Przeglądam program, czytam artykuły, odczyty, dodatki do Gazet – mimo wysiłków niejednego homo sapiens, ciągle wybija się na czoło kremówkowe przedszkole.

Rzesza jest tych co udają zachwyt, ale nie umieją zamaskować ignorancji. I mam wrażenie, że najlepiej Lema rozumieją ci – co go szczerze nie cierpią. Pisałem wcześniej o tym parę postów.  Oni wiedzą że to „szkodliwy element”. Wyczuwają jego obrzydliwą normalność.

Co ja tak ciągle o tym przedszkolu? Cóż takiego infantylnego w odbiorcach tej prozy? Ot choćby te słynne “wynalazki Lema”, czyli trafione pomysły proroczego myśliciela. E-booki? Audiobooki? Komputery połączone w sieć? Wyszukiwarka? Repozytorium obrazów i filmów? Telefony przenośne? Wirtualna rzeczywistość? Druk 3D? Matrix? Poezja z maszyny? Ależ trzeba się było wysilić, żeby wymyśleć to co dzieci w szkole PRL malowały na plastyce na lekcji o temacie „Polska Ludowa za 20 lat”. Czy naprawdę nie da się z całego arsenału  fascynujących przemyśleń lwowskiego chłopaka wykroić czegoś, co nie zionie nudą?

Więc co tak naprawdę oryginalnego i godnego wykasandrował Lem?

W sfingowanym wstępie do książki Doskonała próżnia czytamy

Nie o te komiczności i anegdoty tu idzie lecz o atak na Święte Świętych Lema – na teorię prawdopodobieństwa. Więc przypadku. Więc tej kategorii na której wznosił rozmaite swoje obszerne koncepcje.

No cóż. Ten konik Pana Stanisława. Miałem z nim problem. Zamiast większej dawki przygód nieustraszonych kosmonautów – to ciągłe rozwodzenie się nad przypadkiem. Zawsze to wydawało mi się dziwactwem. A jednak..

„Święte Świętych” było opisywane przy wielu okazjach  (na przykład w całości jest jej poświęcony Katar). Ale skupię się na tej historii opisanej bardzo wcześnie, bo w 1959 roku (nota bene trzy lata przed Kryzysem Kubańskim). W rozdziale VI powieści Śledztwo doktor Sciss opowiada o tym jak pracował w „Sztabie” (zapewne armii brtyjskiej) i jak „w czterdziestym szóstym” zabrano mu kierownictwo „Zespołu Operacyjnego” i „nazwano Czerwonym”.

Skrót tych wspomnień:

W czterdziestym szóstym zaczął się wyścig atomowy. Wiedziałem, że kiedy zostanie osiągnięta granica siły niszczącej, rozpocznie się rozwój środków przenoszących bombę, rakiet. Aż do finis mundis ambilateralis. Wyścig raz zaczęty nie może ustać. Raz nadane przyspieszenie wysiłków bierze ludzi w niewolę. Musi nastąpić dalsze doskonalenie narzędzi walki. Jednakże narzędzia osiągnęły granicę. Co zostaje? Mózgi. Ludzkich mózgów doskonalić niepodobna. Czyli następne stadium to sztab automatyczny. I tutaj powstają dwa istotne problemy.

Po pierwsze granica rozwoju tych mózgów. To jak w szachach – urządzenie które potrafi przewidywać ruchy na dziesięć posunięć naprzód, zawsze wygra z tym które przewiduje osiem czy dziewięć.

Po drugie budowanie coraz większych urządzeń do rozważań strategicznych wymaga coraz większej ilości faktów, jakie ładuje się w taki mózg. To z kolei oznacza rosnące panowanie tych urządzeń nad procesami w społeczeństwie. Mózg może uznać, że guzik do rakiet trzeba umieścić inaczej, albo zmienić krój mundurów. Trzeba go słuchać. Jeżeli jakiś parlament zacznie nad tym debatować – nastąpi zwłoka. Trzeba z niej zrezygnować. Kontrola ludzi nad decyzjami mózgu, zmniejsza się w miarę jak koncentruje on coraz więcej wiedzy. Jakie jest żądanie mózgu gdy przychodzi zrobić następny krok? Zwiększenie kompetencji? Nie! Pierwsze jest żądanie zwiększenia jego samego. Rozbudowa mózgu.

I to jest właśnie to. Fakty, które zasiliły nasze elektroniczne mózgi. Współczesna Sztuczna Inteligencja. Przez dziesięciolecia po tej powieści próbowano stworzyć inteligencję przez budowę coraz bardziej złożonych algorytmów eksperckich. Ale dopiero możliwość budowy architektury komputerów pod Deep Neural Networks (problem pierwszy Skissa) oraz zwiększająca się ilość faktów zasilająca „mózgi” (problem drugi) stworzyła to co nas otacza, i pojawia się w niemal każdym zakątku naszego życia i będzie wzrastać i zastępować naszą wiedzę. Żyjemy w świecie gdzie narodziła się sztuczna Inteligencja.

A jaka tego konsekwencja? W Śledztwie główny bohater pyta się

– Jednym słowem przewiduje pan, że Ziemia stanie się szachownicą a my pionkami którymi będą rozgrywać wiekuistą partię dwaj mechaniczni gracze?

– Tak. To jest proszę pana. To jest!

– W zawiązku z tym…, co pan wtedy proponował?

– Porozumienie za wszelką cenę. Jakkolwiek to osobliwie zabrzmi, zagłada wydaje mi się mniejszym złem, niż ta partia szachów. Nie mam złudzeń. To fatalne.

Oby ten wariant nie dotyczył naszej rzeczywistości. Ale Lem nie miał złudzeń. Nie wiem na ile Sciss ma coś z jego alter ego. Ale myślę, że współczesne armie zaciężne które aktualnie przerzucają się prawdziwymi bombami megabitowymi, też potraktują go jak Czerwonego, Zielonego, Czarnego, Niebieskiego – nieistotne. Odrzucą jego spostrzeżenia.

Już odrzuciły.

Zostaną tylko kremówki.

Redaktor Forlong Gruby