Książkowe Nowinki – Józef Mackiewicz

Józef Mackiewicz
Józef Mackiewicz (fot. Maciej Parowski)

KSIĄŻKOWE NOWINKI

Cykl “Książkowe Nowinki” to opowieści o książkach które czytamy.
Z założenia:

(1) – Powinny one być stosunkowo niedawno napisane
(nie wcześniej niż w trakcie ostatnich 3000 lat).
(2) – No i powinny opisywać prawdziwe Nowiny.


Dzisiaj Józef Mackiewicz – o którym opowie redaktor Ochudzki Ryszard.
Teksty/przemyślenia powstawały na bieżąco w trakcie czytania przez autora. Stąd może być pewne wrażenie powtórzeń, nieuporządkowania. Ale są to Nowinki – i relacje na gorąco.

***

Józef MAckiewicz - Sprawa pułkownika Miasojedowa

Sprawa pułkownika Miasojedowa

Książka opowiada o kulisach afery szpiegowskiej, która doprowadziła do powieszenia pułkownika żandarmerii carskiej – tytułowego Miasojedowa na początku I wojny światowej.

Przez długi czas w trakcie lektury zastanawiałem się – o czym jest ta książka? Skąd te zachwyty nad pisarstwem Mackiewicza? Owszem język piękny, ponadprzeciętny, narracyjnie bardzo sprawnie, ale co z tego? Dlaczego autor zdecydował opowiedzieć historię – jak się można domyśleć- niewinnego posądzenia i skazania carskiego pułkownika żandarmerii? Rusek jest Rusek, wiadomo, że u nich za niewinność dawano i daję się dalej „czapę”, więc po co to brać na pióro?

Jednak sposób w jaki Józef MAckiewicz opisał to wydarzenie pokazuje na coś więcej w tej sprawie. Dotknął głębokich treści – skazania człowieka, zaszczucia go jego rodziny i co najgorsze, żądnej krwi opinii społecznej- okłamywanej, podpuszczanej, ale jakże pewnej w ferowanych przez siebie wyrokach. Mackiewicz dotknął u mnie struny współczucia do drugiego człowieka i obrzydliwości do kłamstwa (tylko prawda jest ciekawa!) – niezależnie od różnic etnicznych, światopoglądowych czy politycznych.

Litewski Polak był w stanie w latach 60tych napisać książkę wznoszącą się ponad wszelkie animozje.

Książkę uniwersalną, ważną, piękną w swej grozie. Nie zostaje mi nic innego jak dalej sięgać po i do Józefa Mackiewicza.

***

Józef Mackiewicz - Kontra

Kontra

Czyta się to bardzo, bardzo dobrze. Historia dońskich Kozaków, co dla walki z Bolszewikami kolaborowali z Niemcami, i potem zostali za to deportowaniu do ZSRR po II wojnie, jest tak bardzo dobrze opisana, że się nie można oderwać. Mechanizmy real-politik w wydaniu wschodnim i zachodnim, przejebania sumień i serc w systemie sowieckim, cały ten klimacik ludów Wschodniej Europy, uciekającej przed Sowietami w objęcia III Rzeszy, tej rozpaczy za utraconą wolnością, bycia między młotem a kowadłem…ech, naprawdę Mackiewicz winien trafić do lektur. Raz, że pokazuje „jak było” a dwa, że pokazuje – także w obecnych warunkach – że dobrych wyjść nie ma.

Generalnie po tej książce zaczynam rozumieć Anglików w ich dobrym samopoczuciu po II wojnie w stosunku do armii Andersa. Wszak mogli – jak tych Kozaków- wsadzić w bydlęce wagony, i wysłać Sowietom.

Ale nie, oni wspaniałomyślnie pozwolili im chociaż w UK zostać… barmanami (gen. Maczek) czy kelnerami (gen. Sosnowski) bądź robotnikami (gen. Sosabowski). Ludzkie pany – a mogli zabić!

***

Józef Mackiewicz - Lewa Wolna

Lewa wolna

Trochę gorzej napisana niż „Kontra” – bardziej rozmemłane postacie, trochę bez sensu wątków, za dużo wstawek historycznych (typu przemówienie Lenina) więc narracyjnie nie jest tak dobrze, ale i tak poziom w górnej półce polskiej literatury. Myślę, że dziś byłby z tego wypasiony serial.

Teza historiozoficzna generalnie prosta: Piłsudski spieprzył kwestię wschodnią, wspierając bolszewików brakiem wsparcia kontrrewolucji, wszystko na skutek resentymentów do carskiej Rosji i jej funkcjonariuszy. To ostatnie jest o tyle ciekawe, że tego nie mętli Michał K. Pawilkowski czy Sergiusz Piasecki, płacząc nad skutkami Traktatu Ryskiego

No cóż, po wieku tak to może historia osądzić.

Ciekawym jest także to, że Józef Mackiewicz swoich bohaterów traktuje bardzo równo: czy Polak, czy Żyd, Bolszewik czy Biały Rosjanin, wszyscy są po prostu ludźmi, którzy popełniają czyny złe i dobre. Jest to o tyle ciekawe, że pamiętam jak Twardoch (od którego po raz pierwszy w zasadzie usłyszałem o Mackiewiczu, dlatego go tu przywołuję) się nadymał, że on czyta Mackiewicza i gdyby prawica brandzlująca się hasłem „tylko prawda jest ciekawa” czytała go w istocie, to by im miny zrzedły.

Trochę w swojej twórczości po „Morfinie” autor ów nawiązuje do Mackiewicza, ale brak mu radykalnie tego literackiego kunsztu jaki wiąże się z umiejętnością przedstawienia postaci w prawdzie, która faktycznie jest ciekawa, a prawda jest taka, że ludzie robią złe i dobre uczynki.

Twardoch pokazuje swoich bohaterów w fałszu, skoro u niego przez fakt bycia Polakiem, bohater z marszu co by nie zrobił jest najgorszą podłą gnidą, którą inne nacje ledwo bywają, przeważnie przymuszone polskim sku.wysyństwem.

Wieszczę, że takie propagandowe pisanie pod określone środowiska z czasem nie obroni książek Twardocha, tak jak nie obroniło PRLowskich literatów. Natomiast niewątpliwie czas obronił a nawet uszlachetnił prawdziwą literaturę w wykonaniu Mackiewicza.

***

Józef Mackiewicz - Droga donikąd

Droga donikąd

Książka psychologiczna o ludziach żyjących na Kresach po zajęciu przez Sowietów, a przed inwazją Niemców.

Cóż, literatura Józefa Mackiewicza, to przykład tego, jak się powinno pisać powieści psychologiczno-historyczne, a nawet opisywać cuda. Niektórzy (Twardoch i Orbitowski) próbują, i na pozór im wychodzi, ale jak się cholera czyta Mackiewicza, to widać, ile jeszcze pracy przed nimi. Choć w mojej ocenie, długo nie będą w stanie dotrzeć do poziomu Mackiewicza, który jednak swoją narrację budował w oparciu o czerpanie z Prawdy (która jak wiemy, tylko ona jest ciekawa).

Mamy więc ludzi pozostawionych na pastwę totalitaryzmu sowieckiego, ich postawy, strategie przetrwania (spolegliwość, kolaboracja, walka?), mamy na koniec – niczym Alicja z „Limes Inferior” – element cudowności, a właściwie pragnienia cudownego rozwiązania, które następuje, choć w sposób pogmatwany i zawiły, jak dzieje tych skrwawionych ziem (gdy przyjście innych katów jest traktowane jak wyzwolenie).

Autor wkłada w usta bohatera swoje bardzo wnikliwe przemyślenia odnośnie natury komunizmu i natury człowieka wobec tego zjawiska, podręcznikowe wręcz (aż szkoda, że to autor nadal zapomniany, a dostęp do jego książek jest drogi i trudny).

Mamy literaturę kompletną, nawet z opisami przyrody jakich nie powstydziłaby się Orzeszkowa i Żeromski.

Kolejny raz Mackiewicz nie zawiódł mnie jako autor i gorąco polecam jego książki.

***

Józef Mackiewicz - Nie trzeba głośno mówić

Nie trzeba głośno mówić

Nie jest to właściwie kontynuacja „Drogi donikąd”, a jednie wykorzystanie pewnych bohaterów i wątków z tamtej powieści.

Józef Mackiewicz próbował zrobić gigantyczny szkic powieści dziejącej się na Kresach, ale też w Berlinie i okupowanej Warszawie, od inwazji na ZSRR do końca wojny. Próbował pokazać zagmatwane losy jednostek, ale też nierozwiązywalne problemy narodów tych „skrwawionych ziem”. Połowa książki to właściwie reportaż historyczny z udziałem znanych z dziejów polityków, dowódców, katów i dyktatorów (trochę taka beletryzacja spotkań Himmlera czy Stalina, jaką później odstawiał Wołoszański).

Oczywiście jest to szalenie interesujące (momentami bardziej od losów książkowych bohaterów), bo można dowiedzieć się wielu ciekawostek o II wojnie (autor na końcu przywołuje długą listę źródeł z jakich korzystał). Natomiast sama narracja powieściowa rwie się – właściwie nie wiadomo kto tu jest bohaterem – jest kilka równolegle prowadzonych wątków, mało zajmujących literacko bohaterów, którzy bardziej chyba robią jako pretekst do szkiców filozoficzno-historycznych, wkładanych w ich usta.

Więc literacko nie jest tak dobrze jak wcześniej, książka sprawia wrażenie pisanej a właściwie skończonej trochę za szybko – może już Mackiewiczowi nie starczyło sił i chęci, w swoim położeniu emigracyjnym, gdzie cierpiał biedę. To właściwie jego ostatni beletrystyczna książka. Są oczywiście olśniewające epizody (specyfika okupacyjnej Warszawy przed Powstaniem, naprawdę opisana pierwsza klasa i powinna być lekturą obowiązkową w temacie: dlaczego wybuchło Powstanie warszawskie i czy miało sens).

Mamy naprawdę monumentalny fresk, który pozwala po tych już 80 latach zrozumieć, co się właściwie działo z naszym i ościennymi narodami i dlaczego musiało się skończyć tak, jak się skończyło.

W sumie bardzo to przygnębiające, oglądać z boku jak jednostki z bogatym życiem wewnętrznym (ojej, takim jak moje) bezradnie wirują w huraganie historii jak kolorowe liście, ginąc nagle i bez powodu w otchłani łapanki, kuli leśnego partyzanta czy po prostu znalezienia się nie w tym czasie i miejscu.

I mieć świadomość, że takim samym listkiem jesteśmy tu i teraz, niezależnie ile mądrości przewali się przez głowę czy wyleje m.in. na tym forum.

Józef Mackiewicz bardzo rzetelnie stosuje zasadę ważenia racji każdej ze stron, i oddania głosu drugiej stronie, mamy więc opisy bestialstwa wojennego wszystkich, nie tylko Polaków. Takie spokojne i niezacietrzewione opisanie niewygodnych faktów powinno być szeroko znane, ale z takiej perspektywy i w takim kontekście. No ale jeśli się stało nad grobami katyńskimi i uciekało przez zamarzniętą Wisłę przed Ruskami, to jednak wszystko się tak prosto nie układa, kto jest dobry, a kto zły. Szkoda, że Mackiewicz siedzi w gettcie prawicowych pisarzy, a taki Twardoch, który na tym samym koniku robi swoje ostatnie książki, robi za uświadamiacza Polaków, swoimi socrealistycznymi w istocie gówno-prawdami.

Redaktor Ochudzki Ryszard

Zapisz się, jeżeli chcesz dostawać informacje o nowych wpisach.

Zaproszenie od redakcji.
Jeżeli chcesz wyrazić polemikę.
Lub jeżeli w ogóle podoba Ci się nasze medium i chciałbyś przez nasz kanał coś wyrazić. Zapraszamy. Pisz do nas. Może się uda.
Nie musimy się zgadzać.
Albo inaczej – musimy się zgadzać co do jednego: pluralizm jest OK i każdy ma prawo do swoich poglądów.


Forumlarz kontaktowy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *