Nie umiem…

rys, Sebastian S. z Olsztyna

Nie umiem patrzeć na tamten czas bez goryczy, bo to w co wierzyliśmy nie ziściło się. Ale spróbuję na kilka chwil zapomnieć o bólu serca.

W połowie okresu działalności „innych Planet” ukazał się na naszych łamach pewien dość kontrowersyjny apokryf/pamflet – „Być jak Maciej Parowski”. Mniejsza o autora, mniejsza o treść, mniejsza o reakcję Macieja. Najważniejsze jest to że ja (i chyba nie tylko ja) bardzo chciałem być jak Maciej Parowski. I ośmielę się dodać, że chciałem żeby kiedyś też ktoś zapragnął być jak my.

Okazało się że robienie „najlepszego fanzina literackiego” w Polsce nie było trudne. Co to jest fanzin literacki? Definicję którą zawsze się posługiwałem podał (znowu) Maciej Parowski „Fanzin to czasopismo literackie które nie płaci swoim autorom”. A więc po upadku Fenixa (tak, to uszczypliwość za niewypłacone honoraria), zostaliśmy w moim mniemaniu tylko my którzy trzymaliśmy odpowiedni poziom.

Wystarczyła odrobina wiary we własne umiejętności składu komputerowego (żeby to wyglądało i artystycznie i profesjonalnie). Wystarczyła odrobina rzeczy do powiedzenia światu. Wystarczyła odrobina śmiałości w podejściu do „półbogów”, jakimi byli dla mnie (dla nas) ludzie pióra, pisarze. Wystarczyła odrobina wsparcia technicznego, którego udzieliła nam nasza matczyna uczelnia.

Przed naszym pierwszym wywiadem do „innych Planet” powiedziałem do Michała Protasiuka – „to piękny dzień na umieranie”. Bo dzień był piękny, a ja byłem przekonany że nie dożyję końca wywiadu z „półbogiem”.

Pisali/debiutowali u nas przyszli wspaniali pisarze, publicyści. Przedrukowywały nas inne tytuły, które bardzo nam wówczas imponowały. Ale mniejsza z tym chwaleniem się – mieliśmy swoją własną przestrzeń wolności. Intelektualny hołd sług Mądrości. Mogliśmy realizować swoje małe „concept albumy”. Nawiązując do baśni Hermanna Hesse – to była nasza Podróż na Wschód – „historia jedynej w swoim rodzaju społeczności dusz, historia tak cudownie uwznioślonego i natchnionego życia”. To było nasze Bractwo.

Ostatecznie wiele rzeczy poszło źle. Nie zadbałem o trwałość dzieła, o „szerokie wody”, międzypokoleniowość. A może było nam dane składać hołd Mądrości tylko przez tak krótki czas. A może to był dla nas AŻ tak długi czas…. Może za bardzo bawiliśmy się? Ale „nikt nie dowiedzie mi że życie nie jest tylko zabawą. Nie jest ono niczym innym! Jeśli jest piękne i szczęśliwe, to jest właśnie zabawą. Oczywiście można zmienić je w obowiązek, w wojnę lub w więzienie ale przez to nie stanie się piękniejsze” (znowu Hesse)

I faktycznie, wiele z naszego życia zamieniliśmy w obowiązek, w więzienie i przede wszystkim w wojnę. Dziś demon nienawiści, jaki panoszy się w świecie, i każdy z Was zna go bardziej niż dobrze, rozerwał nasze Bractwo. W miejsce książek do naszych rąk trafiły granaty. W miejsce pieśni rozlegają się wybuchy. Zamiast braterskiego spojrzenia, spuszczamy w ziemię wzrok, nie mogąc znieść widoku wojennych znaków nienawiści wytatuowanych na policzkach członków niegdysiejszego Bractwa.

W moim sercu pozostała rozpacz.

Na koniec chciałbym żeby rację miał Hesse: „Rozpacz jest rezultatem każdej poważnej próby zrozumienia i usprawiedliwienia życia ludzkiego. Rozpacz jest rezultatem każdej poważnej próby, by żyć cnotliwie, sprawiedliwie i rozumnie i spełnić wymogi życia. Ci którzy nie znają rozpaczy, są dziećmi; ci którzy przekroczą jej granicę, stają się przebudzonymi”.

Czekam aż się przebudzimy.

Redaktor Forlong Gruby